2011/01/31

Nauka czystości. Cooper.


Cooper jest 11 miesięcznym wysterylizowanym Wheaten Terrierem.
Główny problem jaki mają z nim jego właściciele – załatwianie się w domu. Trening czystości w tym wieku wymaga od rodziców Coopera zdyscyplinowania i postępowania wg planu przez co najmniej kilka tygodni.

Poniżej kilka podstawowych wskazówek, aby zminimalizować liczbę wypadków w domu do minimum.

Nadzoruj.
Gdy jesteś w domu i nie możesz w 100% kontrolować psa (szczeniaka/ starszego psa), a upłynęła już godzina od powrotu z poprzedniego spaceru, miej go na cienkiej, niezbyt długiej smyczy. Smycz przywiąż do solidnego mebla albo włóż między zamknięte drzwi a futrynę, bądź też nadepnij na nią, jeżeli siedzisz przy biurku, czy na kanapie i nie koncentrujesz całej swojej uwagi na piesku. Większość wypadków zdarza się, gdy pies na chwilę zniknie nam z oczu. Psy są z natury czystymi zwierzętami i nie załatwiają się tam gdzie jedzą i śpią, dlatego daj pieskowi jakąś dobrą kość czy zabawkę edukacyjną - typu kong - wypełnioną jedzeniem, do rozpracowania. Pusta kość wypełniona w środku jedzeniem dla psów, posmarowana kremowym serkiem na wierzchu, - całość zamrożona - jest idealna, i przy okazji zapobiegnie obgryzaniu mebli przez psa. Alternatywą dla smyczy w domu, gdy krzątasz się po domu i nie możesz nadzorować psa jest klatka. Koniecznie daj pieskowi zabawkę edukacyjną wypełnioną jedzeniem, czy też kość do żucia i gryzienia, aby miał zajęcie i polubił czas spędzany w klatce.

Towarzysz i nagradzaj.
Towarzysz pieskowi podczas wszystkich wyjść na dwór do miejsca, w którym chcesz, aby się załatwiał. Dla szczeniaków poniżej 4 miesiąca życia, dobra zasada to jedno wyjście na 1-2h, ale częstotliwość zależy od psa i od tego jak wcześnie i z jakim sukcesem właściciele wdrożyli trening czystości. Zabawa, radosne powitanie właściciela, posiłek czy budzenie się z drzemki skracają ten czas. Nagradzaj psa za załatwienie się w prawidłowym miejscu (konkretnym jeśli na tym ci zależy lub po prostu na dworze) super smakołykami i pochwałami zaraz po fakcie. Tak jakby właśnie zdobył złoty medal :)

Racjonuj wodę.
Po powrocie ze spaceru nie podawaj pieskowi natychmiast wody. Jeśli chcesz, aby trening czystości miał solidne podstawy, racjonuj wodę. Możesz mu dać kostkę lodu w ciągu pół godziny po przyjściu ze spaceru. Przerwy w podawaniu wody mogą być do 3-4 h chyba, że jest upał na dworze i w domu. Podaj pieskowi wodę 30-60 minut przed kolejnym spacerem. W tym czasie woda ‘filtruje się’, pies wymaga 100% nadzoru. To idealny czas, aby zaserwować posiłek w klatce, najlepiej zamrożony, oczywiście w zabawce, czy kości.
Pies sam w domu.
W przypadku krótkiej nieobecności zostaw psa w klatce lub wydzielonym bezpiecznym dla niego pomieszczeniu odgrodzonym od reszty domu, np. drzwiczkami dla dziecka. Jeżeli zostawisz pieska samego na dłużej i wiesz, że na tym etapie treningu czystości nie jest w stanie fizycznie wytrzymać z toaletą do twojego powrotu, zostaw go w wydzielonym pomieszczeniu lub kojcu wyścielonym specjalnym podkładami higienicznymi dla psów bądź papierem lub sztuczną trawą dla psów. W początkowym okresie przykryj podkładami lub papierem całą podłogę oprócz miejsca do spania i jedzenia, stopniowo odkrywając powierzchnię. Trening czystości polega na wyrobieniu u psa preferencji powierzchni na jakiej się załatwia, nawyku i wzmocnieniu mięśni pęcherza i jelit.

Klatka – użyteczne miejsce odosobnienia.
Klatki są bardzo pomocne w nauce czystości, wspaniale wzmacniają mięśnie pęcherza. Używaj ich rozważnie, powoli wydłużając czas pobytu psa w klatce zawsze z czymś smacznym do gryzienia/żucia. Nie wkładaj do klatki podkładów czy papieru.


„Niespodzianki”.

Używaj biologicznego preparatu, aby usunąć enzymy z moczu i zlikwidować zapach.



Nowy cykl: jak sobie poradzić z problematycznymi zachowaniami psa

Witam,

Od dzisiaj rozpoczynam nowy cykl postów. Każdy z nich będzie skupiać się na jednym problemie behawioralnym, na przykładzie psów, z którymi pracuję. Większość właścicieli psów boryka się z podobnymi problemami, tak więc cykl zacznę od najbardziej popularnych problemów związanych z załawianiem się w domu, szczekaniem, obgryzaniem mebli, zjadaniem butów etc.
Miłej lektury,
Dominika

2010/12/19

PROŚ, WYMAGAJ, DZIĘKUJ! Nowatorska metoda Iana Dunbara

Witam,

we wrześniowym numerze magazynu Przyjaciel Pies ukazał się mój wywiad z Ianem Dunbarem, który przeprowadziłam w jego domu na wzgórzach Berkeley w Kalifornii.

Ian Dunbar jest lekarzem weterynarii, cenionym behawiorystą i szkoleniowcem, autorem licznych publikacji, ogromnie popularnych na całym świecie. W Wielkiej Brytanii prowadził program telewizyjny „Dogs with Dunbar”. Na seminariach i warsztatach dla trenerów psów i lekarzy weterynarii popularyzuje socjalizację szczeniąt, trening bez smyczy, metodą pozytywnych wzmocnień oraz ze stosowaniem gier i zabaw. W 1993 roku założył Association of Pet Dog Trainers (APDT), obecnie największą na świecie organizację skupiającą trenerów.
Rozmawiałam z nim o tym, jak przez lata pracy z psami zmieniał się jego punkt widzenia na wiele spraw z nimi związanych.

http://pies.onet.pl/55459,13,16,pros__wymagaj__dziekuj,1,artykul.html

Zapraszam serdecznie do lektury i obejrzenia zdjęć - link do albumu po prawej stronie.
Dominika

Celebrytka i malarka

Witam,

w sierpniowym numerze magazynu Przyjaciel Pies ukazał się mój artykuł o sławnych terierkach Schmitty i Tillie.

W Ameryce wszystko jest możliwe. Tam nawet pies ma szansę odnieść wielki sukces, którego blask opromienia również jego opiekuna. Największe obecnie psie sławy mieszkają w Nowym Jorku. Jedna z nich to ikona działalności dobroczynnej, druga – artystka z pasją.
Miałam okazję poznać obie znane czworonożne nowojorki. Schmitty, która bywa określana mianem psiej celebrytki, i Tillie, która uchodzi za malarkę.

http://pies.onet.pl/55035,26,0,celebryci_wsrod_psow,1,artykul.html

Zapraszam serdecznie do lektury i do obejrzenia zdjęć - link do albumów po prawej stronie.
Dominika

2010/08/23

Ave Caesar

Program „Zaklinacz Psów” (Dog Whisperer) Cesara Millana jest bardzo popularny w USA. Może nie w San Francisco, ale już w Nowym Jorku na ulicach rozlega się znane z programu magiczne „tsch tsch ”.
Tsch Tsch? Cesar stosuje własną nomenklaturę, co zwiększa jego atrakcyjność jako zaklinacza psów.

Kanał TV National Geographic uczynił z niego gwiazdę - z jego usług korzystają znane osoby, jest uosobieniem amerykańskiego mitu od nielegalnego imigranta po multimilionera. Cesar Millan to marka, ogromne przedsiębiorstwo sprzedające DVD, książki, akcesoria dla psów, a nawet specjalną wodę dla psów (3 rodzaje).

Jego metody szkoleniowe opierają się na (fałszywie pojętej) teorii dominacji, użyciu siły i zastraszeniu. Cesar stosuje kary, ale nie uczy psów alternatywnych zachowań, co powoduje, że pies nadal będzie zachowywał się w sposób nieakceptowany przez właściciela, nie mając innego zachowania w repertuarze.

Na plus można mu zaliczyć to, że podkreśla znaczenie codziennej porcji ruchu adekwatnej do wymagań rasy, potrzebę konsekwencji i jasnych komunikatów oraz traktowanie psa jak psa. Jest też przeciwnikiem automatycznego klasyfikowania ras psów takich jak np. pit bull czy rottweiler jako psów agresywnych.

Chwali się, że zna psią psychologię, otwiera w Kalifornii kolejne centra psiej psychologii, w których z pomocą innych zwierząt rehabilituje psy agresywne. Niestety jest to pop psychologia, bo to co głosi jest sprzeczne z badaniami na temat zachowań zwierząt.

Podczas jego programu pokazuje się napis, żeby nie stosować pokazywanych przez niego technik w domu. Programy innych trenerów, czy też np. popularny program „Superniania” nie mają tego typu obostrzeń, a przecież ryzyko ew. pozwu w przypadku dzieci jest większe niż w przypadku psów.

Do jego ulubionej metody należy flooding, czyli konfrontacja psa z tym czego/kogo się boi ( i w konsekwencji wobec czego/kogo jest agresywny) i karanie go za przejawy agresji. W rezultacie pies często przestaje reagować, a tym samym ostrzegać (warczeć, pokazywać zęby etc.) przed ewentualnym atakiem - rozwija się u niego tzw. wyuczona bezsilność. Efekt takiego szkolenia jest z reguły krótkotrwały i może mieć naprawdę groźne konsekwencje. Jak to ujął Ian Dunbar, znany na świecie doktor weterynarii, autor licznych publikacji, to trochę tak jakby mieć w domu tykającą bombę zegarową.

Stosowane przez niego metody zostały skrytykowane przez behawiorystów, weterynarzy, liczne ośrodki naukowe badające zachowania zwierząt.

Cesar został pozwany m.in. przez producenta telewizyjnego, którego pies był rehabilitowany w jego centrum psychologii dla psów. Rehabilitacja polegała na przywiązaniu psa do bieżni i zmuszenia do biegania – pies spadł i łańcuszek zaciskowy uszkodził jego przełyk. Tajemnicą poliszynela jest to, że w Los Angeles jest grupa trenerów, którzy specjalizują się w pracy z psami, które wystąpiły w programie CM ( i których zachowanie się nie zmieniło, a często pogorszyło).

Badania naukowe
Ostatnie badania (Herron M.E. et al. 2009 opublikowane w Dzienniku Stosowanego Zachowania Zwierząt „Journal of Applied Animal Behavior”) wykazały, że stosowanie konfrontacyjnych metod treningowych ma minimalny wpływ na zmianę niewłaściwego zachowania psa i może wywołać agresję również wobec właściciela. Herron zwraca uwagę na ryzyko szkolenia opartego na stosowaniu niżej wymieniowych technik, które zostały rozpropagowane m.in. przez program Cesara Millana. Naukowiec podkreśla, że badania nad psią agresją przeprowadzone w ciągu ostatniej dekady pokazują, że agresja i inne problemy behawioralne nie są rezultatem dominującego zachowania czy braku przewodnika alfa w osobie właściciela, a raczej rezultatem strachu (obrona własna) czy stanów lękowych psa.
Herron badał ilu właścicieli zaobserwowało u swojego psa agresję po zastosowaniu następujących technik szkoleniowych:
- bicie lub kopanie psa (41%)
- warczenie na psa (41%)
- wyrywanie przedmiotu z pyska psa (38%)
- przewracania psa na plecy i przytrzymywanie, tzw. alpha roll (31%)
- wymuszanie położenia się przez psa (29%)
- chwytanie za pysk lub kark (26%)
- patrzenie się psu prosto w oczy dopóki nie odwróci głowy ( 30%)
- używanie spreju z wodą lub pistoletu na wodę ( 20%)
- korekcja słowna „nie” (15%)
- konfrontowanie psa na siłę z tym czego się boi (np. ludzi, hałasu, dzieci etc.) (12%)

Dla porównania, metody pozytywne wywołały reakcje agresywne w następującej liczbie przypadków:
- nagradzanie psa za „patrz na mnie” (0%)
- nagradzanie psa za kontakt wzrokowy (2%)
- uczenie psa „siad” i nagradzania go za to (2%)
- oferowanie jedzenie w zamian za przedmiot, który pies ma w pysku (6%)


W 2009r. Amerykańskie Towarzystwo wspierające i promujące weterynarzy, którzy leczą behawioralne problemy zwierząt (AVSAB) wydało dwa oświadczenia na temat stosowania teorii dominacji i kar do modyfikowania zachowań zwierząt.
Oświadczenie na temat kar mówi m.in. o odwrotnych skutkach takich jak:
- karanie może wzmocnić niepożądane zachowanie
- karanie może spowodować obrażenia fizyczne oraz psychiczne w postaci stanów lękowych
- kara może wywołać reakcję agresywną
- kara może stłumić niepożądane zachowanie, w tym sygnały ostrzegające przed atakiem - możemy „stworzyć” psa, który będzie atakować bez ostrzeżenia.
- kara może zrujnować relację z właścicielem
- karanie nie uczy psów prawidłowych zachowań

Oświadczenie na temat stosowania teorii dominacji do zmiany zachowania zwierząt mówi m.in. o tym, że strach jest częstą przyczyną agresji i innych zachowań problematycznych (np. bronienia dostępu do jedzenia) i użycie siły może spowodować zaostrzenie problemu. Osoby stosujące przemoc wobec zwierząt mogą spowodować agresywną reakcję u zastraszonego zwierzęcia, które nie jest dominujące, tylko przestraszone. Stare powiedzenie, że agresja rodzi agresję jest w przypadku relacji człowiek – pies jak najbardziej prawdziwe.
AVSAB podkreśla też, że dominacja i przewodnictwo nie są równoznaczne.
Teoria dominacji powstała latach 40 XX wieku na podstawie krótkotrwałej obserwacji społeczności wilków żyjących w niewoli, a w zasadzie tylko jednego aspektu ich życia – polowania. W późniejszych latach teoria ta została zanegowana jako nieprawdziwa w odniesieniu do stada żyjących na wolności wilków. Rytualistyczne zachowania takie jak np. przewracanie się na plecy, zostały błędnie zinterpretowane jako przejawy dominacji. Późniejsze badania wykazały, że przewracanie się na plecy jest rytuałem wykonywanym dobrowolnie przez wilka będącego niżej w hierarchii, nie ma w tym żadnej przemocy. Wilki podobnie jak psy do rozstrzygania sporów używają bogatego języka sygnałów i gestów. Wilk przewróciłby innego wilka na plecy tylko wtedy gdyby chciał go zabić.

Listy otwarte i apele


Bardzo duże poruszenie wywołała w 2009r. połączona kampania marketingowa firmy Merial Animal Heath, producenta m.in. preparatów Frontline i Heartgard i Cesara Millana. Wielu naukowców, weterynarzy, behawiorystów i trenerów, Amerykańskie Stowarzyszenie Weterynarzy Behawiorystów (American College of Veterinary Behaviorists (ACVB)), Amerykańskie Towarzystwo wspierające i promujące weterynarzy, którzy leczą behawioralne problemy zwierząt (The American Veterinary Society of Animal Behavior (AVSAB)) oraz Towarzystwo Techników Weterynaryjnych Behawiorystów (The Society of Veterinary Behavior Technicians (SVBT)) było bardzo zaniepokojonych promowaniem metod szkolenia z użyciem przemocy. Wyżej wymienione instytucje wystosowały listy otwarte do producenta i wezwały do bojkotu produktów tej firmy.

Amerykańskie Towarzystwo Ochrony nad Zwierzętami (American Humane Society) wystosowało apel do National Geographic, aby zaprzestał emisji programu, który wg nich jest niehumanitarny, przestarzały i niewłaściwy. Towarzystwo podkreśla, że Cesar Millan osiąga rezultaty, ale abstrahując od stosowanych przez niego metod, większość właścicieli psów nie ma jego siły czy umiejętności. Stosując metody pozytywne kilkuletnie dzieci pod nadzorem rodziców mogą wyszkolić psa.

Z kolei Międzynarodowe Stowarzyszenie Konsultantów Zachowań Zwierząt
(International Association of Animal Behavior Consultants (IAABC)) zwraca uwagę na zaklasyfikowanie programu Zaklinacz Psów do kategorii programów „bez ograniczeń wiekowych”, co oznacza, że wielu rodziców może pozwolić oglądać ten program dzieciom bez nadzoru dorosłych, tym samym narażając je na oglądanie czasem bardzo drastycznych scen. Dzieci nie potrafiące czytać nie będą też wiedziały, że nie powinny naśladować pokazywanych technik wobec swoich piesków (ostrzeżenie u dołu ekranu o niestosowaniu pokazywanych technik).
Ponadto niektóre odcinki pokazują dzieci w sytuacjach, które przy próbie naśladowania mogą doprowadzić do poważnych urazów np. 10 letnie dziecko prowadzące na smyczy 70kg rottweilera, dziecko jeżdżące na deskorolce obok psa, który atakuje deskorolkarzy etc. IAABC domaga się wprowadzenia ograniczenia wiekowego dla widzów oraz zaprzestania pokazywania dzieci w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych. Podobnie jak inne organizacje również IAABC zwraca uwagę na możliwość zmiany zachowania psów przy zastosowaniu pozytywnych metod szkolenia.


Opinie

Dr Patricia McConnell (Autorka „Z miłości do psa”, „Drugi koniec smyczy”) uważa, że w ciągu ostatnich 20 lat wiele zostało zrobione na rzecz rozpropagowania pozytywnych metod szkolenia, a Cesar Millan niejako zniweczył postęp ostatnich 20 lat.

Jean Donaldson uważa, że popularność Millana bierze się nie tyle z propagowania wzorca macho, co ze sprzeciwu wobec politycznej poprawności. Ludzie są nerwowi, życie jest frustrujące i gdy ktoś im mówi, że cała sztuka polega na dominacji i byciu osobnikiem alfa, to chętnie na to przystają.

Dr Nicholas Dodman (Dyrektor Kliniki Zachowań Zwierząt, Uniwersytet Tufts, autor książki "Pies, który kochał zbyt mocno”) również wystąpił z apelem do NG o zaprzestanie emisji programu. Jak napisał dr Dodman metody CM są przestarzałe, często niebezpieczne i niehumanitarne. Opierają się na floodingu i na karaniu, rezultaty są natychmiastowe, ale krótkotrwałe.


Jak to określił Ian Dunbar, psy to nie są wilki, i uczenie się na przykładzie zachowań wilków sposobów postępowania z psami, jest jak postanowienie bycia lepszym rodzicem na podstawie obserwacji szympansów.

Znana w USA autorka książek o zachowaniu psów, Dr Suzanne Hetts, certyfikowany behawiorysta potwierdza, że interpretacje zachowań psów przez CM są niezgodne z rzeczywistością. Jego poglądy, zwłaszcza te dotyczące dominacji, są całkowicie sprzeczne z badaniami etologów i behawiorystów.

Reasumując, najlepsze rezultaty szkoleniowe, zwłaszcza wobec psów agresywnych, osiągniemy stosując niekonfrontacyjne metody, które polegają na nagradzaniu pożądanych zachowań i zmianie stanu emocjonalnego psa.
Bazując na strachu, nie wytresujemy solidnie psa. Niestety dopóki w telewizji rządzi Cesar „tsch tsch” będzie się rozlegać na ulicach wielu krajów.

2009/12/25

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!


Witam serdecznie w tym wyjątkowym czasie.

Chciałabym życzyć wszystkim, aby w nowym roku udało się zrealizować postanowienia noworoczne i spełnić swoje marzenia.

W numerze styczniowym magazynu Przyjaciel Pies ukazał się mój kolejny artykuł z cyklu "Z kogo brać przykład". Artykuł pt.: "GADAB czyli daj psu kość". GADAB to skrót od Give a Dog a Bone, jest programem non- profit, który skupia się na psach z trudną przeszłością przebywających długo w publicznym schronisku w San Francisco. To psy, przeciwko którym toczy się postępowanie sądowe za przewinienia własne (pogryzienie psa lub człowieka); oczekujące na rozprawę właściciela oskarżonego o znęcanie się lub prowadzenie walk psów oraz psy, których właściciele zmarli, po eksmisjach, przebywający w areszcie, szpitalu, ofiary klęsk żywiołowych i przemocy domowej. Celem programu jest poprawienie jakości życia tych psów poprzez mentalną, fizyczną i emocjonalną stymulację.
Zapraszam serdecznie do lektury.
Dominika

2009/11/17

Publikacje w Przyjaciel Pies

Witam,

od lipca tego roku publikuję w miesięczniku Przyjaciel Pies . Dotychczas ukazały się trzy artykuły: w wydaniu lipcowym, wrześniowym i listopadowym.

Artykuł lipcowy pt. "Jak to się robi w San Francisco" jest o SF SPCA.
http://pies.onet.pl/31899,14,20,jak_to_sie_robi_w_san_francisco,artykul_poczytaj.html

Artykuł wrześniowy pt. "Tam zwierzęta mówią ludzkim głosem" jest o programach edukacyjnych dla dzieci i młodzieży. Poprzez zabawę i kontakt z różnymi zwierzętami dzieci i młodzież uczą się odpowiedzialności i respektu wobec naszych młodszych braci oraz jak pozytywnie wpływać na dobro zwierząt.

Artykuł listopadowy pt. "Zaproszenie do raju" jest o trendach, możliwościach psiej edukacji, różnych formach fitnessu i treningu dla psów dostępnych w San Francisco.

Zapraszam do lektury. Dominika

2009/06/29

Miszmasz czyli co się wydarzyło w ostatnich dwóch miesiącach...

Czas płynie, ostatnio jakoś bardzo szybko, a ja nic nie piszę, bo ciągle mam wymówkę pt.: o czym napisać. Gdy zaczęłam pisać ten post, miałam do opracowania plan „uzdrowienia psa”, a w zasadzie jego relacji z częścią rodziny, poprawy jego relacji z innymi psami, gdy jest na smyczy i gdy jest bez smyczy, ograniczenia jego nadmiernie rozbudowanego poczucia kontroli i posiadania, które objawia się warczeniem, gdy ktoś zbliży się do miejsca jego legowiska lub jedzenia, a także niechęci do bycia głaskanym. Lista była tak długa, że aż postanowiłam skupić się na blogu :)

Tak jak pisałam w moim ostatnim poście, po angielsku – ukłon w stronę angielskojęzycznych znajomych i przyjaciół (zwłaszcza, że opisywałam pobyt poza USA), wyjazd do Polski był super udany. Naprawdę cieszyłam się na ten dwutygodniowy wypad i chyba było jeszcze lepiej niż się tego spodziewałam. Jedyny minus, to brak czasu na spotkania z wszystkimi, z którym chciałam się spotkać, na to nałożył się długi majowy weekend, który w tym roku był raptem trzydniowy, ale tradycyjnie dużo osób wyjechało na krótki urlop. Moje przestawianie się na z powrotem na realia amerykańskie trochę trwało, dłużej niż bym tego chciała....
Wracałam przez Nowy Jork, fajnie było znów pooddychać nowojorskim powietrzem, w przenośni oczywiście :)
Międzykontynentalne loty należą do moich ulubionych – fajne filmy, dużo jedzenia i czasu na nadrobienie zaległości, zaplanowanie następnych tygodni, czy po prostu przemyślenia.
Czasem trafi się ciekawy sąsiad/ka i można umilać sobie czas rozmową.

Po przylocie do SF na początku zatrzymałam się u mojej dobrej koleżanki Michelle, też trenera psów. Michelle wybyła do Teksasu na wesele, a ja zostałam z jej psem, Bai Bee, mieszaniec teriera tybetańskiego, adoptowany przez Michelle w styczniu tego roku z Tajwanu. Michelle sporo wiedziała o swoim piesku, organizacja AHAN (Asians for Humans, Animals & Nature), która przeprowadza adopcje psów jest bardzo profesjonalna. Zdecydowana większość psów adoptowanych z Tajwanu to żyła złota dla trenerów :) Są to mieszańce Formosan Mountain Dog, dzikich psów, które boją się ludzi i są gotowe na walkę w obronie swojego jedzenia, posłania, domu, a po przyjeździe do SF swojego nowego opiekuna. Ta strategia zapewniła tym psom i ich przodkom przetrwanie, ale w realiach amerykańskich może pozbawić ich nowych rodziców dachu nad głową w przypadku pozwu i skutecznego adwokata pozywającego. A propos słowa rodzice – w San Francisco i Bay Area (Bay Area czyli zatoka otoczona przez San Francisco, Oakland, San José i szereg mniejszych miejscowości) jest to bardzo popularne określenie, w przeciwieństwie do bardzo niepopularnego i wręcz politycznie niepoprawnego określenia właściciel. Niektórzy traktują to określenie z przymrużeniem oka, inni biorą je BARDZO dosłownie. Wyrażeniem w miarę neutralnym jest określenie opiekun (guardian).
Nie wiem jak jest w innych częściach USA, ale patrząc na reklamy i strony internetowe, trenerzy stosujący metody pozytywne w szkoleniu (tak jak ja) częściej używają określeń: opiekun, czy rodzic. Trenerzy stosujący przemoc słowną i fizyczną, preferują określenie właściciel.
Czasem prowadzi to do śmiesznych pomyłek, gdy ktoś opowiada o swoich dzieciach, a po chwili okazuje się, że dzieci np. warczą, gdy im się zakłada obrożę. Na początku mojego przyjazdu, określenie mama czy tata w stosunku do właściciela psa trochę mnie dziwiło, ale teraz…chyba większy problem mam ze słowem właściciel :)

Wracając do naszych Formosan Mountain Dogs …posiadanie takiego psa w SF, czy też Kalifornii to jak igranie z ogniem. Ogromne ryzyko, więc większość z nich po pierwszym pogryzieniu lub próbie ugryzienia trafia na terapię behawioralną, czyli trening + leki. Na szczęście Bai Bee to mieszaniec innej rasy, co nie oznacza, że jest bez wad. On z kolei nie przepada za psami, co jest trochę nietypowe dla psów wychowywanych na ulicy, ale może akurat nie miał szczęścia do dobrych kompanów;) Moment opuszczenia domu to przejście w stan PEŁNEJ GOTOWOŚCI, wszystkie zmysły skoncentrowane na jednym zadaniu – wykryciu psa! Dlatego Michelle poprosiła mnie o opiekę, a nie dziewczyny, z którymi mieszka.

Do swojego (starego) mieszkania wprowadziłam się po 5 dniach od przyjazdu do SF …na 9 dni. Moi znajomi, właściciele suczki Loli wyjechali na 2 tygodnie i zostawili Lolę wraz mieszkaniem pod moją opieką. Podczas części dwutygodniowego pobytu towarzyszył nam też piesek Rocky, co okazało się świetną okazją do treningu dla mnie (Lola należy do psów broniących dobytku, właścicieli, zabawek etc.) i błogosławieństwem, gdy po 3 godzinach intensywnego treningu Lola ze stanu „nienawidzę cię – won z mojego terytorium” przeszła do stanu „lubię cię – pobawimy się?". I tak już zostało, co było fantastycznym rozwiązaniem dla wszystkich – psy bawiły się w domu średnio 2-3 h plus spacery, więc były zmęczone, a zmęczony pies to grzeczny pies :)

Przy okazji odkryłam, że o wiele fajniej jest mieć 2 psy, szczególnie, gdy mają podobne temperamenty, są w miarę podobnej wielkości (warunek niekonieczny – vide Rocky mieszkaniec chihuahua i Jack Russel Terier i Lola – mieszaniec Rhodesian Ridgebacka) i w podobnym wieku. Obowiązków i wydatków nie ma aż tak dużo więcej, a psy mają zapewnione towarzystwo i odpowiednią dawkę ruchu.

Tak więc maj upłynął mi na mini przeprowadzkach.

Przez większość mojego pobytu w Stanach miałam bardzo słabe paznokcie, ja, która paznokciami mogłam gwoździe wbijać :) Oprócz tego w ostatnich miesiącach często się przeziębiałam, trochę za często, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę podróże, zwłaszcza dłuższe loty samolotami i zmiany klimatu - Kolumbia w styczniu, czy marcowy 3 dniowy wypad na konferencję na wschodnie wybrzeże (Rhode Island).

Po 10 dniach polskiego jedzenia moje paznokcie wróciły do stanu sprzed wyjazdu…..Nie jestem stałą bywalczynią McDonalda w Stanach, ale nie przywiązywałam wagi do tego, czy jedzenie, które tu kupuję jest wartościowe….W Stanach są inne normy, żywność jest modyfikowana genetycznie, stąd podział na żywność organiczną i nieorganiczną. Tak na marginesie, to organiczne może być wszystko, żywność, kosmetyki, czy nawet odzież.
Wcześniej organiczną żywność kupowałam sporadycznie, teraz wręcz religijnie :) Oprócz tego zamieniłam mięso na ryby i jak na razie, po 8 tygodniach mogę te gwoździe wbijać bez młotka ;)

W ramach zmian nawyków w maju zapisałam się na siłownię. Klub nazywa się 24Hour Fitness, ma mnóstwo placówek w kilkunastu stanach i wiele z nich jest otwartych 24h na dobę, albo do późnych godzin nocnych. Nie do końca jestem przekonana do tego pomysłu, bo wolę zajęcia na dworze - jeździć na rowerze, czy biegać, ale czasami jest to bardzo niewdzięczne. Maj, czerwiec i lipiec to miesiące bardzo wietrzne (bardzo silny zimny wiatr), jest zazwyczaj zimno, popaduje i jest mglisto – gęsta szara mgła.
Rzeczywiście maj nie był rewelacyjny – zwłaszcza wiatr dał mi się we znaki, ale był też tydzień mega upałów. Na siłownię zapisywałam się, gdy po raz kolejny przełożyliśmy mecz tenisa, bo był za silny wiatr.
Poza tym jeden klub mam zaraz koło SPCA, a drugi koło domu, jest fajna oferta zajęć grupowych i akurat była promocja, więc cenowo bardzo korzystnie.

W SPCA bywam teraz dużo rzadziej, ale choć oficjalnie skończyłam staż, a przynajmniej tę cześć, na której mi najbardziej zależało, to nadal chętnie wpadam na Alabama Street :)
Teraz pracuję nad certyfikatem szkoleniowym. Szkolę wolontariuszy SPCA, prowadzę lub współprowadzę zajęcia grupowe dla właścicieli i ich psów i z innymi stażystami opracowujemy nasz autorski program zajęć. Trochę opornie nam to idzie, bo wszyscy zapracowani, ale do połowy lipca program powinien być gotowy do prezentacji – naszymi uczniami będą inni trenerzy i ich pieski, nie będzie lekko :)

Przez dwa tygodnie pracowałam też z mieszańcem Australian Cattle Dog, świetny, bardzo inteligentny pies. Buddy, bo tak się wabi piesek, kompletnie nie umie się odnaleźć w schronisku, do tego stopnia, że gryzie ściany. Pomimo zwiększonej dawki ćwiczeń i ruchu w porównaniu do innych psów, miał i ma go na pewno za mało, w końcu te psy były stworzone do pędzenia bydła podczas długich i wyczerpujących wypraw na targ. Swoim zachowaniem – rzucaniem się ze wściekłym szczekiem na patrzących na niego ludzi (przez szybę), niestety sobie nie pomagał.
Koniec końców został przeniesiony do części niedostępnej dla zainteresowanych adopcją psa, postanowiliśmy wypromować go na stronie internetowej SPCA – nakręcić krótki film prezentujący jego umiejętności i zabierać go na plenerowe akcje adopcyjne. Buddy sporo już umie, podczas prawie trzymiesięcznego pobytu zaliczył dwutygodniowe szkolenie w Akademii, poza tym pracowało i pracuje z nim wielu stażystów i wolontariuszy.
Ja swój trening zaczęłam od zmian - jedzenie tylko podczas treningu, żeby był bardziej skupiony na mnie, duża dawka ruchu – coś dla ciała i ćwiczeń – coś dla umysłu. Zaczęliśmy od komend speak, czyli daj głos i quiet, czyli cicho, aby zapanować nad jego nadmierną szczekliwością. Zabierałam go też na różne zajęcia grupowe dla właścicieli z psami. Oprócz tego biegamy razem w plenerze.

W maju dołączyłam do Hash House Harriers (H3), the drinking group with the running problem, czy grupa pijących z problemem biegania. Organizacja istnieje we wszystkich większych miastach na świecie, jest też w Warszawie.
Poniedziałkowe wieczory, kiedyś absolutnie zarezerwowane dla Szymona i jego Show, teraz, niezależnie od pogody, poświecone są Hashingowi. Bieg to takie nasze podchody, ktoś z grupy tzw. Hare wyznacza trasę, zawsze w innym miejscu, czasem jest jakaś „myśl przewodnia” – pierwszy bieg w jakim uczestniczyłam to był bieg pt. Pink Tutu, czyli biegliśmy w różowych spódniczkach baleriny. Zabawa jest przednia, biegniemy ok. 7-8km, oczywiście częściowo po stromych ulicach San Francisco, a na koniec pijemy piwo (kupujemy beczkę lub dwie) i jemy przekąski typu chipsy, czekoladki, czy marcheweczki. Potem jest część zwana down-downs, podczas której dwóch prowadzących w sposób bardzo zabawny podsumowuje wydarzenia ostatnich dni, czy to co się zdarzyło podczas biegu, witane są też nowe osoby. Każda wymieniona osoba wychodzi na środek i „za karę” pije piwo. Stali bywalcy mają przezwiska kojarzące się z seksem, z reguły związane z czymś co zrobili, powiedzieli lub imieniem. W Warszawie brałam udział w grach miejskich, które uwielbiałam. Biegi z H3 są chyba jeszcze lepsze :)
Czasem zabieram ze sobą Buddiego i bieg z psem jest jeszcze fajniejszy. Buddy jest idealnym psem na takie biegi, biegnie równo ze mną (nie robi przerw na wąchanie i oznaczanie terenu), ew. ciągnie mnie, gdy już nie mam siły. Po down downs cześć osób przenosi się do wybranego przez Hare pubu na tzw. on ons. Spotkanie jest składkowe, każdy płaci 6$. Ja dopiero poznaję grupę, uczę się imion i przezwisk, ciągle jestem też Just Dominika (nie mam przezwiska) i…. bardzo się cieszę na każdy kolejny poniedziałek :)

W San Francisco dużo się teraz dzieje, mam wrażenie, że każda większa ulica obchodzi swoje święto. Niektóre obchody są bardziej huczne i bardziej charakterystyczne niż inne, generalnie całość przypomina jarmark: dużo bud z podróbkami, piwo i kiełbaski z grilla oraz koncerty, pochody lub parady.

Jak już wspominałam wcześniej, maj był mega wietrzny i w sumie dość chłodny oprócz jednego tygodnia. Akurat wtedy, gdy odbywał się bieg Bay to Breakers, w San Francisco było 35C w cieniu i wyjątkowo bezwietrznie. Bieg zawsze odbywa się w 3 niedzielę maja, trasa liczy ok. 12km. Część osób biegnie, żeby się sprawdzić, mają numery startowe i są na starcie (w miarę) punktualnie. Poza tym Bay to Breakers to wielka impreza, bal przebierańców i parada naturystów. San Francisco zawsze kojarzyło mi się z ogromną tolerancją, miastem – kolebką różnych ruchów społeczno – ekologicznych i z wolnością w kwestii stroju. Na co dzień chodzenie nago nie jest dozwolone, aczkolwiek praktykowane przez niektórych, ale wydarzenia takie jak bieg Bay to Breakers czy SF Pride, to okazja, aby dać wyraz swoim przekonaniom. Jak by to ująć, żeby nikogo nie urazić….z reguły rozbierają się te osoby, których szanse na wystąpienie nago na okładce magazynu są bliskie zera ;) Może parada, czy bieg nie jest idealnym miejscem do paradowania nago, ale tutaj nawet to pasuje.
San Francisco jest mega specyficzne i to co tu jest normą, byłoby szokujące w innych stanach, czy krajach. Choć wiele się zmienia, mam nadzieję, że częściowo również w Polsce.
Podobnie jak w wielu miastach na świecie, w ubiegły weekend odbyła się parada LGBT (lesbian, gay, bisexual and transgender), a w zasadzie kilka parad i imprez towarzyszących, główny pochód był w niedzielę. Transgender oznacza identyfikację z płcią przeciwną do płci biologicznej. Przy okazji dowiedziałam się, że transgender nie oznacza konkretnej orientacji seksualnej, osoby transgender mogą być hetero, homo, bi, pan, poli i aseksualne. Człowiek się uczy całe życie :)
Ja i moi znajomi, nieważne, czy polscy, europejscy, czy amerykańscy zdajemy sobie sprawę z różnic i tego, że pewne wydarzenia, które tu są zabawą, w naszych krajach/stanach byłyby odbierane jako szokujące i skandaliczne.
SF Pride to tak naprawdę obchody całego miasta i Bay Area. Jest sporo osób z dziećmi, może nie jest to piknik rodzinny, ale nie ma tu atmosfery skandalu. Nie heteroseksualni pracownicy banków, szkół, policji, urzędów miejskich, różnych firm i instytucji, w tym również SPCA idą w paradzie. Oczywiście osoby heteroseksualne też maszerują w geście poparcia. Są tłumy oglądających, ustawione trybuny, transmisja na żywo przez lokalną telewizję, jest po prostu normalnie. Do tego była piękna pogoda, koncert Solange Beyonce. Bardzo kolorowy weekend :)

Na zakończenie „pochwalę” się moim ostatnim odkryciem :) Otóż, po miesiącach poszukiwań, niezbyt intensywnych co prawda, odkryłam, że jeżeli chcę się pobawić na fajniej imprezie, to najlepiej jest wybierać te, które mają w nazwie słowo European lub French, kto by pomyślał ;) Brzmi to zabawnie, ale na przykład francuskie wtorki cieszą się o niebo większym powodzeniem niż amerykańskie wtorki :)
Procent Europejczyków na tych imprezach jest czasem bardzo znikomy, czasem reprezentacja jest silna, ale to co mnie przyciąga, to muzyka, oprawa i elegancja gości. I oczywiście ludzie, którzy tam przychodzą.
Na razie jednak opuszczam na 9 dni moje ulubione miasto i udaję się na piękną wyspę Caye Caulker w Belize. Kolejne marzenie – wyjazd do kraju Ameryki Środkowej spełni się już jutro :)

2009/05/29

Here and there

I started writing this “episode” a few weeks ago while I was still in Poland and I’m just now getting back to it. What a shame :)
I had a truly amazing time in Poland - like being a tourist in my own country, hanging out with family and friends, eating popular and favorite dishes, discovering unknown facets of Warsaw.

I left for Poland on Sunday, very excited and very sick. A few days before my departure I caught a terrible cold that made my packing hell. Now that I think about it, I was very lucky. Nobody seems really to care about the swine flu and the vague possibility of catching it anymore but it made the news a few days after my trip to Poland.

I’m not sure if I would have been allowed to enter the plane in the US or leave the airport in Poland, had the news of swine flu occurred a few days earlier. I appeared as if - coughing, sneezing, dopey eyes from the medicines, and a fever I had the (swine) flu.

Nevertheless, it was one of the best flights ever :)
About two months ago I started working with a magazine in Poland writing about dogs, the article and the pictures were due on Monday, the day of my arrival. I managed to send the pictures before the departure but the rest of my energy was spent on fighting the cold and packing.
No time left, just 10hours on the plane until the deadline, still not feeling very well but very motivated to get my task done, and I did it!
One of the few long flights when I almost wanted it to last longer :)

I had two major concerns– getting a complaining taxi driver on the way from the airport and not being able to stand the cigarette smoke.
Luckily Edith, my BFF picked me up, we still took the cab but we were talking instead of the driver :)
The funny thing – after not seeing each other for 9 months, we had only the previous week to discuss since we had been speaking regularly the previous months via the almighty Skype.

During my stay I stayed at her place while in Warsaw and at my parents’ while in the south of Poland.

After few hours I felt as if I never left Poland, pretty amazing, and this feeling accompanied me during the whole stay. I didn’t expect it at all.
Eating Polish food became a big thing, while in SF I didn’t miss it at all, but back in Poland all I wanted to eat was Polish food :) Sushi? I was nearly offended when a friend of mine asked me out for sushi, Italian restaurant – no way, I wanted pierogi (dumplings), bigos (sauerkraut stew with meat and mushrooms), flaczki (tripe), regional soups, schabowy (pork chop), kaszanka (black pudding) etc. Sounds scary, tastes heavenly.
By the way, Polish kielbasa or Polish sausage don’t exist in Poland, Polish cuisine is much more sophisticated :)

There are many differences between the two countries but I don’t really see a point in comparing them. I feel great here and there, and both words are true for both countries.
Warsaw is a bit like New York, everyone is rushing, it’s loud and the streets are busy, lots of slim people (not that in SF people are obese but NY = diet &fit to many), the girls are beautiful and very elegant; high heels, stockings or tights, scarves that compliment shoes, bracelets, and the eye shadow. Elegant, tidy and neat. Sometimes boring. Not so many tattoos or piercings, but if any it’s very subtle.
Smoking – well, it wasn’t as bad as I expected but I kind of avoided heavy smokers and smoke-filled places.
Smoking in Poland will be far more restricted soon, really looking forward to it, I never liked coming from a club or a restaurant hardly being able to speak with ashtray-perfumed hair and skin.

My dog Ricky received a Kong (bouncy, rubber, chewer-friendly toy that can be filled with treats and food), a Kong Wubba (fun, interactive toss and tug squeaker toy), a sensation harness and a premier flat collar. I Americanized her but apparently she loved it :)
Ricky is a 9 year old Tibetan terrier mix who is passionate about training.
She probably thinks that clicker is the best invention ever, in her private ranking it is definitely no 1, maybe no 2 when it comes to off leash walks.
During my short stay I taught her several tricks and impulse control exercises, including my favorite ‘leave it’; of course she mastered those very quickly :)

I spent my days socializing, meeting friends, cruising between banks, doctors, catching up with the changes in my family’s and friends’ lives. Roller-skating along the riverside, biking in the countryside, testing out my friend’s new convertible, getting the tick vaccine, visiting my friend’s new sandwich place (Ike’s place in a more elegant version).
Celebrating meals, not really drinking so much, going out a lot, partying less. Dream vacation :) And where elsewhere your friend gives you her bedroom, duvet and bed and sleeps on the sofa in the living room in a sleeping bag? Edith, thank you! You are the best :)

The weather was truly awesome, a beautiful warm Polish spring, very sunny. Dream weather :)

The whole stay was very smooth, great energy, there was some mutual complaining and criticizing I took part in but it was so little that it was almost amusing :) Not that Americans don’t complain but Europeans, and Poles in particular have mastered this skill :) Different culture, complaining is like talking about the weather in England, or asking “how are you” in the States without really listening to the answer :) Just to be clear – when you ask “how are you” in Poland, be prepared to listen to a longer story and to tell something about yourself in return :)

I wrote a few weeks ago (in Polish) about the things that I miss the most. It turned out that I miss the daily routines, the main of which was sitting on my friends’ couches or at the kitchen table at my parents’ :) Of course the main part of these rituals are talking, eating and drinking and I did it all :) On the other hand, I totally forgot to watch my favorite comedy TV show (SNL-style show) which kind of made me realize that some of the rituals are lost.

I deliberately chose not to stay too long in Poland as I didn’t want to go through the post-vacation blues combined with the home-sickness.
Well, it still kicked in, with my internship being almost over, some uncertainty regarding the next steps, turmoil in the private life……it all had quite an impact on my life.
It took a few weeks to straighten things up, part of the ‘therapy’ was the gym, and the diet – an introduction to healthier eating :)
And now….it’s really good to be back in San Francisco :)

To see the pictures from Poland please go to Moje linki/Zdjecia (on the right). The album is called Poland April/May 2009.